niedziela, 26 stycznia 2014

Walka z cellulitem- Bańki chińskie

Witajcie!

Na wstępie pragnę napisać, że nie jestem ekspertem w owej dziedzinie. To co Wam przedstawię jest oparte na wiedzy zaczerpniętej z internetu, rozmowy z kosmetyczką oraz testów na własnym ciele.
Po zdobycie większej ilości informacji zachęcam do przeprowadzenia rozmowy z fizjoterapeutą. 

Jeżeli jesteście ze mną od dłuższego czasu i regularnie czytacie moje posty, to wiecie, że kiedyś miałam mały problem z nadwagą. Będąc na "mojej diecie" schudłam 10 kg. Obecnie noszę rozmiar S, więc jestem postrzegana za osobę hmm...może nie chudą, ale "normalnego" rozmiaru. Mimo to cały czas borykam się z cellulitem na udach, pośladkach i boczkach. To nie pozwala mi z powodzeniem ubrać stroju kąpielowego, dlatego też szukałam odpowiedniej dla siebie metody walki z nim. A, że jestem osobą, która lubi wyzwania i niebanalne rzeczy wybrałam sposób na "Bańki chińskie".

Ten post powstaje głównie po to, by motywować i podtrzymać mnie w postanowieniu, że regularnie będę wykonywać masaż owym (można to nazwać) gadżetem.
Już kiedyś stosowałam tą metodę, jednakże lenistwo wzięło górę. W tym roku za cel postawiłam sobie jędrne, gładkie i smukłe nogi oraz pośladki.
 Po ukończeniu każdej serii, będę zdawać Wam relacje o efektach oraz uwzględnię wady i zalety wykonywania tego zabiegu kosmetycznego.

W jakim celu stosuję się bańki chińskie? Ich przeznaczenie jest wszechstronne. Możemy nimi wykonać masaż relaksacyjny, zdrowotny jak i antycellulitowy. Ten ostatni polega na zassaniu przez bańkę naszą skórę, a wraz z wykonywaniem kolistych ruchów powoduje rozbicie tkanki tłuszczowej, co wiąże się z redukcją cellulitu. Powoduje również pozbycie się niepotrzebnych produktów przemiany materii oraz toksyn.


Jedną z najważniejszych czynności zanim rozpoczniemy wykonywać zabieg jest zapoznanie się z listą przeciwwskazań.
Masaż nie powinien być wykonywany w okolicach łydek, nerek, łopatek oraz biustu. Nie jest wskazany kobietom w ciąży, a także podczas menstruacji.
Innymi przeciwwskazaniami są:
  • nowotwory,
  • gruźlica,
  • wysiękowe zapalenie stawów,
  • gorączka,
  • zmiany skórne,
  • uszkodzenia naskórka.
  • żylaki,
  • siniaki (do 24h po "wylewie" podskórnym)
Gdzie można wykonywać masaż?  Masaż można wykonywać na udach ( z tyłu i z przodu), na pośladkach, boczkach i brzuchu. (Ja jednak, w celu bezpieczeństwa wykonuję tylko na udach z tyłu, pośladkach oraz boczkach.)
Jak się okazuje zabieg ten możemy wykonać same w domu! Nie musimy wybierać się do kosmetyczki i płacić za to od 40 do 60 zł (w tej granicy waha się cena za jeden zabieg).
A więc gdzie możemy je dostać?? Bańki chińskie dostępne są w aptekach, na allegro i innych tego typu stronach internetowych. Ja swoje zamówiłam na allegro za 16 zł. W opakowaniu dostajemy cztery gumowe bańki rożnych wielkości. (Od samego początku stosuję tą druga od lewej) :).



Jak stosować? Tu obejmuje pojęcie seria. Na każdą serię przypada od 8 do 10 zabiegów. Masaż należy wykonywać co drugi dzień. Oczywiście za każdym razem uwzględniając przeciwwskazania!!! Wypadki chodzą po ludziach, dlatego jeśli w dzień zabiegu nabijemy sobie siniaka, skaleczymy się itd. to na prawdę nic się nie stanie jeśli wykonamy go dzień później. Jeżeli chcecie powtórzyć serię to przerwa pomiędzy nimi powinna wynosić minimum 7 dni.

Jak wykonać masaż? Na samym początku należy przygotować dane miejsce poprzez masaż (palcami) lub po prostu na chwileczkę wejść pod prysznic i na zmianę raz ciepłą, raz zimną wodą płukać załóżmy na to uda, w celu poprawienia krążenia krwi.
Taki masaż przygotowawczy w moim przypadku trwa minimum 5 minut na każdą nogę. 
Następnie obowiązkowo sięgamy po oliwkę! Dobrze natłuszczamy nasze uda, boczki, pośladki, ponieważ tylko wtedy bańka będzie dobrze sunąć po naszym ciele. Do tego celu używam oliwki do masażu antycellulitowego z Ziaji. Kupiłam ja w Rossmannie za 16 zł/500ml. Oczywiście może to być jakakolwiek oliwka dla dzieci. Ja jednak dla lepszego efektu wybrałam tę.


Kolejno do bańki nalewamy trochę oliwki i smarujemy również jej brzeg. Zasysamy ją obok kolana z zewnątrz i zaczynamy wykonywać koliste ruchy kierując się od dołu ku górze, natomiast wracamy w dół po zewnętrznej stronie uda. Zabieg powinien trwać od 10 do kilkunastu minut na jedną stronę! (w moim przypadku jest to 15 minut, czyli pół godziny na masaż obu stron).
W miarę wykonywania zabiegu noga (udo, pośladek) rozgrzewa się=robi się czerwona. Miejscami mogą też pojawić się siniaki oraz czerwone krostki, które zazwyczaj szybko znikają.

Czy masaż ten boli? Tak ;/. Na samym początku nawet bardzo. Ból zależy również od tego jak mocno zassiemy bańkę na skórze. Jednak jest dobra wiadomość- ból w raz z kolejnymi zabiegami się zmniejsza :).


Pokładam w tym wielkie nadzieje :). Jak już wspomniałam wcześniej, kiedyś wykonywałam ten masaż i zaskakujące efekty były widoczne już po piątym zabiegu!
Mam w planach wykonać minimum 2 serie. Oczywiście o ile dotrwam :D. Między czasie jak dotąd, będę regularnie ćwiczyć. Nie mogę się doczekać efektów!
Życzcie mi powodzenia! :P

Słyszałyście o tym sposobie walki z cellulitem? A może go stosujecie albo stosowałyście?? Koniecznie piszcie o tym w komentarzach. Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania! :)


Ciniax03 

środa, 22 stycznia 2014

Zdobycze

Dobry wieczór! 

Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku :). Pewnie niektóre z Was już teraz cieszą się feriami i czerpią z odpoczynku tyle lenistwa ile tylko można! Ja jeszcze chwilę muszę na ten czas poczekać :). Jutro ostatni stresujący dzień w szkole...myślę, że z ocenami na półrocze wypadnę całkiem nieźle :] ale w tym poście nie o tym mowa :P.
Chciałabym się z Wami podzielić moimi "zdobyczami" w dosłownym znaczeniu tego słowa. Kosmetyki Balea, Alverde nie są dostępne w Polsce. Mogą Nam wpaść w ręce po przez drogę internetową, bądź osobiste odwiedzenie niemieckiej drogerii dm. Ja ich nie zdobyłam ani tak, ani tak :P. Mam siostrę w Niemczech i to ona zakupiła mi kilka produktów. Nie są to Bóg wie jakie kosmetyki...jestem na etapie kończenia zapasów lecz zdecydowałam, że takie male do codziennej pielęgnacji nowości się przydadzą.


1. Alverde, Beauty&Fruit 3in1 reinigungsschaum- jest to nic innego jak pianka do mycia twarzy LIMETKA&JABŁKO. Łączy w sobie trzy funkcje w jednym: 1. delikatne i dokładne oczyszczenie skóry normalnej i mieszanej, 2. demakijaż, 3. tonizuje skórę. 
Używam jej już od jakiegoś tygodnia i muszę przyznać, że nawet z wodoodpornym makijażem radzi sobie świetnie :] ale to na razie tyle w tym temacie :). Na szczegółową recenzję jeszcze za wcześnie :).
Dla zainteresowanych skład: aqua, alcohol*, coco-glucoside, sodium coco-sulfate, glycerin, malus domestica fruit wather, glyceryl oleate, citrus aurantifolia fruit extract, citric acid, tocopherol, hydrogenated palm glycerides citrate, parfum**, limonene**, citral**, linalool**
Możemy ją dostać w niemieckiej drogerii dm za ok. 3E/150ml.

2,3,4 Balea-żele pod prysznic o bardzo świeżych, nienachalnych nutach zapachowych. Miałam już kilka żeli z tej firmy i sądzę, że są to produkty jak najbardziej warte uwagi :). Ich cena jest śmieszna w stosunku do jakości. Bardzo dobrze się pienią, są wydajne i przede wszystkim nie przesuszają skóry. Cena to ok.60centów/300ml. Naprawdę polecam :).

Teraz przyszedł czas na kosmetyk, za którym chodziłam już od jakiegoś czasu. "Przeczesałam" 4 drogerie Rossmann w poszukiwaniu tego produktu, aż w końcu znalazłam go w małym niepozornym Rossmannie, gdzie myślałam, że go na pewno nie będzie :D (jednak to prawda, że pozory mylą :D).
Mam tu na myśli Błoto z Morza Martwego WHITE FLOWER'S.

Zapłaciłam za nie na promocji ok. 15zł/500g. Cena standardowa to ok. 21 zł.
Skład: Maris Limus (100% Błoto z Morza Martwego).


Nie wiem czy jego promocja jeszcze trwa. Zobaczymy jak się sprawdzi. Dziś pierwsze użycie. Zapowiada się obiecująco.
Od producenta:

To już wszystko z czym chciałam się dziś z Wami podzielić :).

Testowałyście już to błotko albo piankę do mycia twarzy Alverde??

Pozdrawiam i życzę spokojnej nocy 

Ciniax03

środa, 8 stycznia 2014

Na pomoc suchym dłoniom

Witajcie Kochani!

W przedostatnim poście pisałam Wam, że moja skóra bardzo się odwodniła. Na całym ciele odczuwałam ogromny dyskomfort, uczucie ściągnięcia, miejscami występowały zaczerwienienia, suche skórki itd. Jednak najbardziej w tym okresie ucierpiały moje dłonie.
Częste noszenie rękawiczek, wystawianie dłoni na zewnątrz, ciągła zmiana temperatury i wilgotności powietrza, mycie rąk "szkolnym" mydłem spowodowało, że stały się szare, bardzo przesuszone, aż do tego stopnia, że skóra między palcami popękała i miejscami lała się krew. Nigdy w życiu tak nie miałam! Byłam przerażona!
W końcu pomyślałam sobie, że trzeba coś z tym zrobić. Zaczęłam od peelingu. W moim przypadku był to peeling kawowy.


1 płaska łyżeczka kawy mielonej,
1 łyżeczka przegotowanej/mineralnej wody,
naczynie, w którym sporządzimy nasz peeling.

Taka ilość spokojnie wystarcza na obie dłonie :).
Konsystencja powinna wyglądać tak: nie za rzadki, nie za suchy :]. Chodzi o to, żeby nie przelewał się przez palce.
Celem peelingu jest usunięcie szarego, martwego naskórka przez co preparaty nawilżające będą się lepiej wchłaniały oraz ogólnie ma za zadanie wygładzić naszą skórę.

Po zmyciu peelingu i osuszeniu dłoni biorę się za przygotowanie "maseczki" :). W tym celu wykorzystuję:

1 łyżeczka miodu,
3 pompki olejku Alterra LIMETKA&OLIWKI, o którym pisałam tutaj,
1 rybeńka Gal Dermogal A+E (wkrótce recenzja :]).
Wszystkie składniki mieszam ze sobą i nakładam na dłonie na 15 minut.
Polecam tak przygotowaną maseczkę postawić na chwilę na ciepłym grzejniku, by miód mógł się troszkę rozpuścić. Można również podgrzać ją na kuchence, jednak trzeba bardzo pilnować, żeby nie przesadzić :D, ponieważ miód w wysokiej temperaturze traci swoje dobroczynne właściwości.

Po nałożeniu maseczki ubieram na dłonie zwykłe woreczki śniadaniowe (żeby nie pobrudzić otoczenia :]).
Gdy minie 15 minut ściągam woreczki i myje dłonie (samą!) ciepłą wodą, lekko osuszam.
I właśnie tu pojawia się efekt WOW! Dłonie są gładkie, miękkie i nawilżone!
Dodatkowo codziennie stosuję:


Dla lepszego efektu na noc nakładam maść ochronną z witaminą A, o której pisałam tutaj. Niesamowita, wielofunkcyjna maść, która idealnie nawilża, łagodzi podrażnienia oraz przyspiesza regenerację naskórka.

W dzień czy jestem w domu, czy w szkole stosuję na przemian jeden z tych kremów do rąk. 
Pierwszy to krem do rąk Balea z 5% mocznikiem. Fenomenalny krem! Świetnie nawilża, dodaje dłoniom blasku, nie pozostawia uczucia "plastikowych dłoni", jedyne co, to mógłby się troszkę szybciej wchłaniać, przepięknie pachnie! Konsystencja jest dość wodnista, dlatego jest bardzo wydajny. Dostępny wyłącznie w niemieckich drogeriach dm ale w internecie z pewnością można go znaleźć :].
Dla zainteresowanych skład:

Drugi krem to Evree, handcare. regenerujący krem do rąk do bardzo suchej i podrażnionej skóry. Również bardzo dobry kosmetyk. Szybko się wchłania, nie pozostawia uczucia "plastikowych dłoni", a "pudrowych dłoni" :), jak dla mnie pachnie bananem :D.Jego konsystencja jest dość zbita przez co nie jest tak wydajny. Dostaniemy go w drogeriach takich jak: Rossmann, Hebe, Natura i z pewnością w osiedlowych drogeriach. Cena to ok 6 zł.
Dla zainteresowanych skład
 i opis kremu :).

I tak oto poradziłam sobie z suchymi i popękanymi dłońmi. Mam nadzieję, że ten dramat już nigdy nie będzie mnie dotyczył...
Peeling oraz maseczkę wykonuję raz w tygodniu, a krem nakładam po każdym myciu rąk:). Teraz już nie wiem co to znaczy mieć przesuszone i piekące dłonie!

A Wy jak sobie radzicie z suchymi i podrażnionymi dłońmi? Chętnie przetestuję inne sposoby/kosmetyki przydatne w walce o piękne dłonie.

Miłego wieczoru Gwiazdki :*
Pozdrawiam

Justyna

wtorek, 31 grudnia 2013

Nowości kosmetyczne

Cześć!

Pewnie zaczynacie się szykować na Sylwestra :) i słusznie! Dzisiejszej nocy trzeba wyglądać wystrzałowo! Zazdroszczę wszystkim tym, którzy wybierają się na szampańską imprezę...mi w tym roku przypadło powitać Nowy Rok w domu :|.

Na poprawę nastroju wybrałam się na małe zakupy kosmetyczne i nie tylko. Udało mi się upolować coś jeszcze :).
O takiej czapce marzyłam od tamtego roku :P. W galerii widziałam takie za ok. 50 zł i zawsze wychodziłam ze sklepu z pustymi rękoma, bo cena wydawała mi się za wysoka. Aż tu nagle, dziś natknęłam się na tego słodkiego misia za 25 zł. Tym razem za taką cenę grzechem byłoby jej nie kupić :].

(Zdjęcie zrobione kalkulatorem :D)
Przesłodka prawda?? :D

Przechodząc do głównego tematu tego posta, poczyniłam zakupy kosmetyczne, z których jestem przeogromnie zadowolona!



1. Maybelline, the ROCKET VOLUM' EXPRESS- maskara pogrubiająca ze silikonową szczoteczką. Od producenta: "Bezgrudkowa objętość rzęs zostaje osiągnięta dzięki ekskluzywnej, elastomerowej szczoteczce Jet - Glide. Rzęsy mają do 8x więcej wybuchowej objętości. Opatentowana szczoteczka pokrywa każdą rzęsę od nasady aż po same końce w mgnieniu oka. " Kupiłam ją w osiedlowej drogerii za 19 zł.

2. Rimmel, Match Perfection Foundation- jest to podkład dopasowujący się do cery. Ja mam w odcieniu 010, czyli ten najjaśniejszy. Skusiłam się na niego poprzez wiele pozytywnych opinii na wizażu i YT. Zobaczymy jak się sprawdzi :). Kupiłam go za 28 zł w osiedlowej drogerii.
3. Golden Rose, RICH COLOR- lakier do paznokci o przepięknym fioletowym kolorze. Zawiera malutkie drobinki przez bardzo ładnie się świeci. Kupiłam go również w osiedlowej drogerii za 5,50 zł. 

4. Essence, Long Lasting eye pencil- nie jest to nic innego jak kredka do oczu o przepięknym srebnym kolorze. Zawiera drobinki przez co ładnie połyskuje. Konsystencja jest dosyć miękka. Wydaje mi się, że będzie się z nią dobrze współpracowało podczas robienia kresek na oku. Zapłaciłam za nią 8 zł.
Jej słocze wygląda tak:

To już wszystko co mam Wam dziś do pokazania :). Jeszcze raz życzę każdemu z osobna szampańskiej imprezy i Szczęśliwego Nowego Roku! :*

Pozdrawiam!

Justyna

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Umilacz zimowych wieczorów i zbawienie dla suchej skóry- Alterra olejek do ciała LIMONKA I OLIWKI

Witajcie Kochani!

Na wstępie chcę Was przeprosić za moją nieobecność. Po długiej przerwie powracam i mam nadzieję, że już zostanę i nie opuszczę! :)

Moja skóra na całym ciele przeżywała ostatnio katorgę. Była przesuszona, matowa, pojawiały się suche skórki, zaczerwienienia...powiem szczerze, że zaczęłam się bać. Na szczęście postawiłam sobie wytłumaczenie, że to przez ciągłe zmiany temperatury. Wchodzisz do domu jest ciepłe i suche powietrze, wychodzisz jest odwrotnie. Nic dziwnego, że skóra się zbuntowała i odwodniła. Musiałam zacząć coś z tym robić i tak odkryłam cudo, które pomogło mi zaspokoić wszelakie potrzeby mojej skóry, mowa tu o: Alterra olejek do ciała LIMETKA I OLIWKI.

Stosuję go od półtora tygodnia po każdej kąpieli.
Produkt jest dostępny tylko w drogeriach Rossmann. Cena to: 17,99zł/100ml. Na promocji możemy go upolować za ok. 14 zł.





 Jest to produkt wszelakiego zastosowania. 
Stosuję go na skórę (ciało), twarz i włosy. Za każdym razem sprawdza się świetnie! 

Od producenta:


Olejek rzeczywiście nie zawiera w składzie syntetycznych barwników, sub. zapachowych, konserwantów, silikonów i parafiny. Jest to produkt w 100% wegański.

Śmiało mogę powiedzieć, że jest to mój ulubieniec grudnia! Jak już wspomniałam stosuję go po każdej kąpieli. Olejek szybko się wchłania, ma nieziemski, ciepły i uspokajający zapach. Konsystencja jak przypadło na olejek, łatwo się rozprowadza i co najlepsze nie pozostawia tłustych plam na pidżamie i pościeli :). Mógłby być bardziej wydajny, albo sprzedawany w większej objętości jak za taka cenę :].

Opakowanie z dozownikiem świetnie sprawuje się w tego typu produktach za co otrzymuje kolejny duży plus, a to, że jest w szklanej buteleczce w ogóle mi nie przeszkadza. W ręcz przeciwnie! Olei nie powinno się przechowywać w polimerowych opakowaniach. Jedyne co, do czego mogę się przyczepić, to szkoda, iż ta buteleczka nie jest z ciemnego szkła, dlatego też należy trzymać go w ciemnym miejscu lub przechowywać w opakowaniu :).
Co do właściwości nie mam żadnych zastrzeżeń! Super nawilża. Skóra staje się miękka, gładka, świeci się tzn. dostaje tego swojego zdrowego blasku. Zaobserwowałam również zmniejszenie krostek na ramionach (przekazane w genach jako pamiątka po rodzicach ;/). Nawet mój chłopak potwierdził, że te rączki to mam jakieś gładsze :P. 
Dziś dodałam go do "glutka" z siemienia lnianego i nałożyłam na włosy na 3 h przed myciem. Efekt nieziemski! Włosy są lśniące, mięsiste, gładkie i mam wrażenie, że wyschły szybciej niż zwykle:). Naniesiony na włosy w czystej postaci również daje taki efekt. Wystarczy umyć głowę szamponem tylko raz, aby zmyć go z włosów. Stosowany przed każdym myciem nie obciąża włosów, nawilża i pozostawia je gładkie i lśniące.
Zastosowany na noc na twarz powoduje, że rano budzimy się z gładką, napiętą, promienną i wypoczętą ze ściągniętymi porami buźką. 

Skład:

Skład zawiera ogrom drogocennych olei oraz olejki eteryczne takie jak: 
  • Citrus Aurantifolia Oil
  • Citrus Nobilis Oil
  • Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil
które działają antyseptycznie, uspokajająco, tonizująco, łagodnie nasennie, mogą obniżać ciśnienie krwi.
Czyste oleje roślinne to:
  • Zea Mays Germ Oil- zawiera bardzo dużą ilość NNKT, kw. olejowy (20-30%), Kw. linolowy (45-70%), witaminę E, kw. palmitynowy, kw. omega-6 i w śladowych ilościach kw. omega-3. Bardzo szybko ulega utlenieniu. Posiada właściwości odżywcze i łagodzące.
  • Prunus Amygdalus Dulucis Oil- olej ze słodkich migdałów. Zawiera kw. oleinowy (60-70%), kw. linolowy (20-30%), kw. tłuszczowe i witaminy ( A, B1, B2, B6, D, E). Ma właściwości nawilżające.
  • Vitis Vinifera Seed Oil- olej z pestek winogron. Emolient tzw. tłusty. Może być komedogenny. Tworzy na powierzchni włosów warstwę okluzyjną, która zapobiega odparowywaniu wody z powierzchni przez co kondycjonuje włosy.
  • Oenothera Biennis Oil- olej z nasion wiesiołaka dwuletniego. Właściwości takie same jak poprzedni olej.
  • Olea Europaea Fruit Oil- olej z oliwek. Funkcja ochronna i regeneracyjna. Poprawia ukrwienie. Ma właściwości rozgrzewające. Źródło nienasyconych kw. tłuszczowych.
  • Simmondsia Chinensis Seed Oil- olej jojoba. Składa się głównie z nienasyconych alkoholi, kw. tłuszczowych, wit. E oraz A. Niewiele z trójglicerydów. Ma budowę zbliżoną do ludzkiego sebum. Nawilża, a gdy nasza skóra produkuje nadmiar sebum, hamuje jego wydzielanie. Naturalny filtr przeciwsłoneczny (4).
  • Glycine Soja Oil- olej sojowy. Zawiera ponad 60% NNKT, tokoferole. Stosowany do natłuszczanie skóry i włosów. Chroni przed utratą wilgoci.
  • Helianthus Annuus Seed Oil- olej z nasion słonecznika. Tzw. emolient tłusty.
  • Cananga Odorata Flower Oil- olej ylangowy. Wpływa na ukrwienie, zastosowany na skórę głowy zmniejsza wypadanie włosów. 
Olejek zawiera również substancje imitujące zapach oraz Aloe Barbadensis Leaf Extract- ekstrakt z soku aloesowego. Jest bogaty w aminokwasy, enzymy, witaminy, minerały. Ma działanie nawilżające, wygładzające, przeciwbakteryjne i przeciwzapalne.

Na dowód tego, że go już chwilę używam dodaję to zdjęcie :]


Reasumując jest to wspaniały, wielofunkcyjny kosmetyk do pielęgnacji ciała, który myślę, że każda osoba borykająca się z przesuszoną skóra powinna wypróbować, bo na prawdę działa!
Dla wrażliwców dodam, że kosmetyk nie podrażnia i nie uczula.

A Wy miałyście do czynienia z tym olejkiem albo z jego bratem Migdały&Papaja? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami! :)

W tym miejscu chcę również złożyć Wam najlepsze życzenia na ten nadchodzący 2014 rok. Dużo rozkoszy, miłości i słodyczy. By ten Nowy Rok był o milion razy lepszy od poprzedniego i abyście spełnili swoje wszystkie najskrytsze marzenia!

Ściskam Was gorąco! 

Justyna

niedziela, 10 listopada 2013

Dziewczyny ruszamy się! I rakowi piersi mówimy NIE!!!

Cześć!

Do napisania tego posta zainspirował mnie artykuł z czasopisma Women's Health "Biust pod ochroną".

Women's Health jest to dwumiesięcznik, który stosunkowo niedawno wyszedł na polski rynek. Jak do tej pory liczy zaledwie trzy egzemplarze, w których możemy znaleźć porady dotyczące  zdrowia, urody, sportu oraz wiele innych ciekawostek z życia wziętych.

Jest również dostępne wydanie Men's Health, dla panów ;].
Link do strony internetowej podaję tutaj.


Czym zainspirował mnie ten artykuł??

Jestem osobą, która od zawsze walczy z dodatkowymi kilogramami. Dopiero na przełomie 1/2 klasy technikum (wakacje) udało mi się schudnąć i osiągnąć wagę 50 kg! czyli tyle ile chciałam :). Mam 158 cm wzrostu, więc jest to waga jak najbardziej odpowiednia dla mnie. 
Pewnego dnia, gdy siedziałam przed komputerem nagle przykułam wielką uwagę na swoje grube uda i zwisający brzuch...Powiedziałam wtedy "O nie!! Koniec z tym! Nie będę dłużej wyglądać jak pasztet!" i oczywiście wpadłam w ryk... Tendencje do przybierania na wadze odziedziczyłam w genach po mamusi. Szerokie biodra, grube uda, brzuszek, boczki, jak ja tego nienawidziłam! Postanowiłam wtedy, że od następnego dnia biorę się za siebie. Teraz wiem, że to co wtedy robiłam nie było mądre i gdybym musiała walczyć z kilogramami na nowo, to z pewnością zrobiłabym inaczej ale, że wtedy byłam tak bardzo sfrustrowana tym jak wyglądam, to drastycznie ograniczyłam ilość spożywanych posiłków. Jadałam 3 razy dziennie po odrobinie;/( jadłam wszystko poza słodyczami), całkowicie odstawiłam słodycze. Jedyną słodkością była posłodzona herbata i od czasu do czasu jabłko czy też inny owoc.
Za jakiś czas wprowadziłam do swojej diety ćwiczenia i słuchajcie to było najlepsze co mogłam dla siebie zrobić!!!
Na początek wymyśliłam jakieś swoje ćwiczenia i wykonywałam je regularnie. Zajmowały mi ok. 20 min. Ale po doczytaniu, że powinno się ćwiczyć minimum 30 minut (bo dopiero wtedy organizm zaczyna spalać tkankę tłuszczową) zaczęłam szukać jakiegoś fajnego programu treningowego, dłuższego i żeby dawał KOPA!
Tak też trafiłam na Ewę Chodakowską i od tamtej pory jestem uzależniona od ćwiczeń! dlatego ten artykuł tak bardzo mnie zainteresował i spowodował, że jestem z siebie dumna! Ćwicząc przyczyniam się nie tylko do spalania kalorii ale także zmniejszam ryzyko zachorowania na raka piersi!
(Moja waga stoi w jednym miejscu od ponad roku. W sumie straciłam 10 kg. Od czasu do czasu jak mam ochotę na batona to go po prostu jem. Nie przesadzam już z marnym jedzeniem. Ćwiczę to muszę mieć energię! i mięśnie też muszą mieć z czego się zbudować!)

Otóż okazuje się, że (jak podaje WH) ćwiczenie przez ok. 3h tygodniowo zmniejsza ryzyko zachorowania od 20 do 30%! Aktywność fizyczna ma działanie przeciwzapalne, obniża poziom glukozy i insuliny we krwi oraz "stężenie estrogenu co jest korzystne, gdy masz go za dużo".

"Im bardziej się zmęczysz, tym lepiej jesteś chroniona"!

Trening = Fit ciało + ZDROWIE!

W artykule tym są również zawarte inne porady dotyczące ochrony przed rakiem piersi m.in. co jeść, a czego się wyzbyć w swoim jadłospisie, kupuj świadomie (jedzenie bez chemii), rozmowa z osobnikami rodziny, utrzymywanie stałej wagi oraz ograniczenie stresu.

W pierwszej klasie technikum na lekcjach toksykologii braliśmy m.in. przyczyny chorób nowotworowych.
Przytoczę teraz kilka najważniejszych kancerogenów:
1. Czynniki chemiczne:
  • benzen (węglowodory aromatyczne)
  • pochodne benzenu (fenole)
  • rtęć, ołów, kadm, chrom, nikiel, azbest
  • sadza, smoła
  • oleje mineralne
  • chlorek winylu
  • dym papierosowy
  • estrogeny
  • nadmiar witamin
  • konserwanty ( zawarte w żywności)
  • niektóre leki
2. Czynniki fizyczne:
  • promieniowanie jonizujące (rentgena, radu i innych izotopów promieniotwórczych)
  • promieniowanie nadfioletowe ( Słońce, lampy kwarcowe)
3. Czynniki biologiczne:
  • wirusy np. przewlekłego zapalenia wątroby typu b
  • wirus opryszczki narządów (HVP) rodnych
  • HIV
4: Inne czynniki ryzyka:
  • uwarunkowania genetyczne
  • niewłaściwe nawyki żywieniowe (pokarmy wędzone, marynowane, grillowane, smażone)
  • nawyki seksualne
  • stres


To już wszystko co przyszło mi do głowy.
Pozostaje mi prosić Was, abyście podczas swojej diety jadły NORMALNIE!!! nie tak jak ja! I zaczęły się ruszać! 
Przyjemne z pożytecznym! A endorfiny dosłownie będą fruwać dookoła! ;]

Tymczasem idę czytać dalej :) z tym, że teraz z zieloną herbatką i mandarynką :D.


Spodobał się Wam tego typu post?

 Życzę udanej nocy! :*

Justyna


sobota, 2 listopada 2013

♥ października wg Ciniax03

Witajcie Kochani :*

Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku :].
Dziś przyszła pora na ulubieńców października. Są to kosmetyki, które umilały mi październikowe dni i wieczory :). Uważam, że są godne polecenia, a co najlepsze możemy je dostać za stosunkowo niewielką cenę :]. Zapraszam! :*.


 Idziemy po kolei!

Krem BB z Under Twenty, multifunkcyjny antybakteryjny krem BB- jest to ewidentnie mój największy ulubieniec! Nie będę się tu nad nim wiele rozwodzić :). Moją opinię na jego temat możenie znaleźć tutaj.

Yves Rocher odżywka odbudowująca z olejkiem jojoba- uwielbiam ją za zapach i efekt jaki daje na włosach :). Więcej na jej temat możenie przeczytać tutaj.

Balea YOUNG, Love is a battle field- żel pod prysznic o niesamowitym zapachu! Nie jest to zapach kwiatowy ani ziołowy...pachnie jak jakieś perfumy. Obłędnie! :) Konsystencja jest kremowa o lekko fioletowym zabarwieniu. W kontakcie z wodą bardzo dobrze się pieni. Wydajny, a zapach utrzymuje się na ciele jeszcze długo po kąpieli. Spotkanie z tym kosmetykiem to dla mnie czysta przyjemność!

L'Oreal Paris Super Liner Gel Intenza- żelowy eyeliner. Taka na prawdę czarna czerń utrzymuje się na oku przez cały dzień! :D Bez żadnych odbitek na górnej powiece i efektu pandy. Na moim blogu pojawiła się jego recenzja :) link podaję tutaj.

Balea volumen schampoo, Kirsche + Jasmin- szampon zwiększający objętość. Dostępny w drogerii dm. Bardzo dobrze usuwa wszelakie oleje. Nie wysusza skóry głowy, a co się z tym wiąże nie wywołuje łupieżu. Wydajny, jednak nie zwiększa objętości. Jest to po prostu zwykły szampon o lekkiej konsystencji i pięknym zapachu. W najbliższym czasie mam zamiar napisać nową notkę Niemieckie kosmetyki do włosów #2 i tam opowiem o nim coś więcej:).

Babydream oliwka dla dzieci- głównie stosowałam ją do olejowania włosów. W tej roli sprawuje się świetnie! Wypróbowałam już wiele olei i mieszanek, jednak ta najbardziej przypadła mi do gustu:). Używam ją również na nogi po depilacji. Niweluje wszelakie podrażnienia i pozostawia skórę miękką i aksamitną w dotyku.

Isana MED, Lotion do mycia twarzy i ciała- dostępny w Rossmennie za ok. 5zł/300ml. Używam go wieczorem. Świetnie usuwa makijaż, nawet ten wodoodporny! Nie szczypie w oczy ani nie powoduje podrażnień. Jedyne co mam mu do zarzucenia to to, że trochę wysusza, dlatego stosuję go raz dziennie. Nie myłam nim całego ciała, więc nie wiem jaki będzie efekt np na nogach, rękach etc. Niedługo recenzja i bardziej szczegółowy opis produktu :).

Nivea, angel star- antyperspirant, wersja różowa. Uwielbiam ten zapach. Kojarzy mi się z wakacjami :). Bardzo dobrze sprawuje się w swojej roli, jednak powoduje białe plamy na ubraniach :/. Mimo to lubię ten produkt i w kolejce czeka już następna buteleczka:).

Nivea, Lip butter- masełko do ust karmelowe. Pięknie pachnie i równie dobrze smakuje <3 :D. W październiku nadmiernie je używałam i nie zawiodłam się:). Ochroniło moje usta przed wysuszeniem i popękaniem. Teraz mam ochotę na wersję malinową:). Poczekam, aż będzie przecena w Rossmannie :].

Nivea, aqua effect żel-krem do mycia twarzy- stosowałam/stosuję go rano. Ciepły i przyjemny zapach charakterystyczny dla produktów Nive'i  budzi mnie rano do życia. Jest to tłusty krem, dzięki któremu mycie twarzy staje się  czymś najprzyjemniejszym co może mnie spotkać o 5:20 rano :D. Próba zmycia makijażu tym produktem nie powiodła się, dlatego stosuję go tylko i wyłącznie w celu odświeżenia twarzy po nocy:).

To już wszyscy moi ulubieńcy. 
Czekam jeszcze na Waszych! Koniecznie podzielcie się ze mną tym, co Was urzekło u minionym miesiącu:). Piszcie w komentarzach! 

Pozdrawiam:*

Ciniax03